O integracji, a właściwie jej braku.

Czuję się niejako wezwana do odpowiedzi w sprawie integracji osób/dzieci upośledzonych intelektualnie, a to za sprawą tego wywiadu, który przeczytałam prawie przeddzień Ogólnoświatowego Dnia Osób z Zespołem Downa. Mogę się jedynie wypowiedzieć z pozycji matki prawie 15-to latka z zespołem Downa upośledzonego umysłowo w stopniu umiarkowanym na znaczny. Uważam, że NIE MA INTEGRACJI w świecie Antka. Starałam się to przerabiać na jego poziomie i na różnych etapach jego życia. Szczęście, że nie angażowałam go za bardzo, bo Antek jest szalenie emocjonalny i uczuciowy, a przy tym wrażliwy. Myślę, a chyba nawet mam pewność, że jest świadomy swojego upośledzenia i różnic jakie są między nim, a jego zdrowymi rówieśnikami. Zupełnie twardo stanęłam na nogi dopiero w okresie przedszkolnym Antka, kiedy okazało się, że przedszkole integracyjne zrobiło więcej złego niż dobrego. Nie używam określenia „Downiak”, bo wydaje mi się to trochę uwłaczające godności mojego syna, ale nie rwę włosów z głowy, jak ktoś tak wyraża się o swoim dziecku. O Antku mówię Antek i tyle. Uważam, że ludzie mają oczy i widzą, a jak nie widzą, to niech uważają, że tak musi być. Jeżeli ktoś myśli, że integracja pomoże dziecku z zD, to może ma rację w 10%, a potem Zong! Dzieciak nie nadąża za zdrowymi rówieśnikami, robi się agresywny, sfrustrowany, a nawet wpada w depresję. To jest porażka na całej linii. Może i są jednostki upośledzone w stopniu bardzo minimalnym, może i coś osiągają w życiu, ale jakim kosztem! A z uwagi na swoje stygmaty zewnętrzne często są odrzucane, za sam wygląd i mierne kwalifikacje nie dostają pracy! Kapitalnie przedstawione jest to w filmie „Ja też”, czy wątpliwe małżeństwo przedstawione w filmie pt. „Monika i David”. Pokazywanie cukrowego życia osób z zD jest dla mnie hipokryzją do potęgi, nawet w realiach zachodnich, bo upośledzenie wynikające z wady genetycznej S.Down, pozostanie S.Downem z całym dobrodziejstwem. Według mnie takie produkcje powstają, żeby zwrócić uwagę szerszej publiczności na istnienie takich ludzi i przybliżyć im jakie mają problemy. Każdy rodzic/opiekun dziecka z zD musi sam przerobić lekcje dotyczące integracji, przewartościować cały system myślenia o swoim genetycznie upośledzonym dziecku, inaczej się po prostu nie da! Ograniczenia są i to czasem bolesne, i im dalej idzie się pod rękę ze swoim dzieckiem obarczonym dodatkowym chromosomem, tym trudniej, ale do pewnego momentu. Ten moment wyznaczamy sobie sami, to moment własnej świadomości, że wyżej tyłka nie podskoczymy i jak się nie odwróciwszy zawsze mamy go z tyłu. Dochodzą jeszcze problemy akceptacji otoczenia, ale to jest dyskusja na zupełnie inny czas. W mojej drodze z Antkiem zadziały się różne rzeczy pod wpływem impulsu. Musiałam generalnie zmienić cały, ale to dokładnie cały system wartości. Było trudno, boleśnie – dla mnie – ale z perspektywy tych 15 prawie lat, śmiało mogę powiedzieć, że było watro! Bo zdrowe podejście rodzica, to fajne relacje z dzieckiem. Po mniej więcej 8-10 latach stwierdziłam, że muszę sama myśleć o terapii dla Antka, nikt nie zna mojego syna tak jak ja, i nikt nie potrafi Go czytać tak jak ja, a terapie stolikowo/książkowe szalenie rzadko bywają dostosowane do umiejętności i możliwości dziecka. Zwykle opierają się na normach, które nijak się mają do poziomu dziecka. Zmieniłam bardzo wiele, ale efekty jakie osiągnęliśmy … tak, tak, osiągnęliśmy, bo to wspólna partnerska praca, przekracza granice dźwięku… i to dosłownie 😀 Czytając własne dziecko – to szalenie ważne, żeby zejść do poziomu dziecka (!) – wymyśliłam wiele własnych terapii, jedną z nich jest coś na podobieństwo muzykoterapii, ale nie do końca zgodne z definicją. Jeżdżę z Antkiem na koncerty jednego zespołu muzycznego. Ma to wielowątkowe zalety, a jakie? Zapytajcie to odpowiem. 😉 Od ubiegłego roku Antek chodzi na zajęcia sportowe, pozaszkolne i systematycznie spotyka się ze zdrowymi dziećmi. Mnie wcale nie chodziło tym razem o INTEGRACJĘ, chciałam żeby mój syn okrzepł w kontaktach ze zdrowymi rówieśnikami, żeby miał dostęp do zajęć sportowych o charakterze ogólnorozwojowym, żeby wyszedł z domu, a nie siedział przed komputerem. Zebrałam sporo krytyki, pod swoim adresem, ale wierzcie mi … dynda mi to skoro widzę jak wielkie postępy robi Antek.
Odwróciłam relacje, to Antek jest edukatorem zdrowych dzieci. On swoją obecnością wskazuje, że dzieci z z.Downa żyją, mają uczucia, mają empatię, że można się z nimi porozumiewać i potrafią doskonale się bawić. Nie oczekuję sukcesów sportowych swojego dziecka, ani nawiązania super relacji ze zdrowymi dziećmi. Cieszę się, że po półtora roku znalazłam empatycznych i normalnych ludzi, którzy traktują mojego syna jak mistrza w swojej klasie. Wspomagają go, ale nie traktują ulgowo. Zdecydowanie rozumieją go, ale nie odtrącają za kiksy jakie popełnia. Antek jest sobą i albo się go akceptuje, albo nie. Wybór należy do ludzi zdrowych. Jak na razie mamy to szczęście, że obracamy się w gronie ludzi życzliwych. Niech tak zostanie 😀
Zdecydowanie polecam przeczytanie wypowiedzi mojej dobrej znajomej – zgadzam się z nią w 100%

4 komentarzy - do >>O integracji, a właściwie jej braku.

  1. Teacher napisał(a):

    Mądrze napisane.

    1. BaHa napisał(a):

      Dziękuję, to dla mnie wielki komplement.

  2. Anna Szwed napisał(a):

    Tak, to Antek jest edukatorem zdrowych dzieci! Świetnym edukatorem, efekty już widać, a mam nadzieję, że w ich przyszłym dorosłym życiu będą rewolucyjne. Dziękujemy, Basiu i Antku, za tę możliwość. 🙂

    1. BaHa napisał(a):

      A tak się dzieje dzięki Tobie i pani Ani, Antka trenerce. Dziękuję <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.